|
|
| | | | |
Dostosuj sobie tekst. Zastosuj Tidy Read lub Readable. Dowiedz się więcej!
Ponad pół roku przyszło czekać wszystkim fanom twórczości Śledzia na nowe „Wartości rodzinne”. Na szczęście trzeci zeszyt opowieści o rodzinie Królów w końcu się ukazał i każdy chętny może sprawdzić, co nowego słychać u „polskich Simpsonów”.
Tytuł tej części brzmi „Porwanie na srebrnym ekranie” i mówi całkiem sporo o zawartości samego zeszytu. Familia Królów dostaje zaproszenie do siedziby stacji „Kanał”. Każdy wie, co serwuje widzom współczesna telewizja. A co jeśli absurdalność niektórych programów zostanie podniesiona do potęgi? Czy aż tak mało prawdopodobne jest, że kiedyś gwiazdy miast tańczyć na lodzie czy innych powierzchniach płaskich, będą strzelać do ludzi? Program kulturalny, choćby taki nadawany ze schowka na miotły, to już w tej chwili rzecz raczej niespotykana. Autor nie skupił się na szczęście tylko na ataku na telewizyjną papkę, ale też nieco popchnął akcję do przodu. Co istotne, w tym zeszycie znalazły się aż dwa bezpośrednie nawiązania do e-pizodów. Teraz już naprawdę warto sięgnąć do krótkich historyjek dostępnych na blogu serii. Nieco więcej tutaj Tucholskiego Patrolu, powraca też Pan J., ale prawdziwą gwiazdą numeru jest uciekinier z projektu Sobieski. Nie będę się za bardzo rozpisywał o fabule, gdyż historia ma tylko 22 strony i nietrudno w takim przypadku zdradzić ciut za dużo.
Ilustracje są identyczne jak w poprzednich zeszytach, więc każdy, kto miał z nimi do czynienia, wie czego się spodziewać. Bonusem jest nastrojowa rozkładówka z panią Król, autorstwa Karola „Szaleta” Barskiego i dwa rysunki Jaszcza. Aha, są jeszcze dwie reklamy fikcyjnych dzieł: komiksu „Kapitan Ryś” i filmu „ZOMBO ‘81”. Fani z nostalgią wspominający czasy PRL-u powinni być wniebowzięci.
Lubię „Wartości rodzinne” i bardzo dobrze, że powstała ta seria, jednak „Porwanie na srebrnym ekranie” ma jedną wadę, o której nie sposób nie wspomnieć. Chodzi tutaj o cenę. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że komiks to obecnie kosztowne hobby, nakłady maleją, a wraz z nimi rosną ceny, ale niemal dwadzieścia złotych za 28 stron komiksu? Śledziu napisał kiedyś, że komiks to dla niego przede wszystkim zeszyt, który można wsadzić w tylną kieszeń spodni. Niestety, o ile „Wartości rodzinne” pozostają zeszytem jeśli chodzi o objętość, to cenowo zbliżają się do albumu i wątpię czy w związku z tym ktoś chciałby żeby mu się gniotły na tyłku. Można tylko się domyślać jakie są powody wzrostu ceny kolejnych części omawianego tytułu. Sam autor z pewnością pragnąłby, aby dzieło, które stworzył, wpisywało się w zaproponowaną przez niego definicję zeszytu komiksowego. Niestety prawa rynku są nieubłagane…
„Wartości rodzinne” to szybka, ale intensywna lektura. Sama historia, mimo pewnego wyhamowania, które ma miejsce w opisywanym numerze, konsekwentnie posuwa się do przodu. Jeśli jeszcze ktoś się waha przed poznaniem perypetii Edgara i reszty, to zapewniam, że rodzinie Królów naprawdę warto dać szansę.
Autor: Paweł "PKP" Panic
Dodany: 2009-10-27 06:35:19
Zobacz także:
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Dodaj komentarz
Musisz być zalogowany żeby dodać komentarz
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|